Blogi

Czytaj teksty lub załóż własnego bloga. Pisz o meblach, projektowaniu, stylach i innych ciekawych tematach, którymi chcesz się podzielić.

Klient - czyli nigdy nie wiesz co cie spotka

Witam czytelniku,
Mam na imię Michał, pracuję w firmie xxx i postaram się trochę przybliżyć realia pracy z klientami w salonie mebli kuchennych. Salon w którym pracuje jest na rynku już od kilkunastu lat i jest to raczej wyższa - średnia półka mebli. Natomiast klienci, którzy nas odwiedzają czasami chyba o tym zapominają (albo nie są tego świadomi)... :) Jak na pierwszy wpis przystało postaram się opisać ciekawą historie o klientach. Zacznę od takiej mniej ekstremalnej. Klient - czyli nigdy nie wiesz, co cie spotka. Pewnego pięknego dnia, siedzę sobie przy komputerze i walczę z jakimiś kreskami w projekcie. Do salonu wchodzi starszy facet i wprowadza ze sobą rower. Po bliższym przyjrzeniu się widzę, że chyba przyjechał tu w tempie sprinterskim z drugiego końca miasta, bo nie wygląda za świeżo... Rozgląda się i pyta czy ktoś może przyjechać do niego na pomiar, bo ON JUŻ WSZYSTKO WIE. Starając się nie pokazać mojej niechęci, zaczynam tłumaczyć jaka u nas jest procedura zamówienia i że tak od razu to nie ma sensu jechać na pomiar... Gość był trochę irytujący i upierał się, że on ma już projekt (wyobraziłem sobie sfatygowaną kartkę w kratkę i kilka krzywych kresek postawionych przerywającym długopisem...) i nie ma czasu, tylko chce aby ktoś - czyli już nie ja :) - przyjechał na pomiar i w ogóle już najlepiej to jutro chce wycenę i wyznaczenie daty realizacji. Stwierdziłem, że trzeba gościa sprowadzić na ziemię, bo szkoda mojego czasu. Powiedziałem, że "Ależ oczywiście, nie ma problemu". Poprosiłem o podanie adresu i zupełnie mimochodem dodałem, że za pomiar, jako że PRZECIEŻ JESZCZE NIE WIDZIAŁEM PROJEKTU!!! gość musi zapłacić kaucję 500 plnów. Uprzejmie dodałem, że kaucja jest zwracana w przypadku realizacji mebli u nas w salonie. Gość wyciągnął z plecaka portfel, zapłacił (nie pytał o żadne pokwitowanie), ustaliliśmy termin i wyszedł ze swoim rowerem... Trochę mnie wryło, nie ukrywam. Epilog był taki, że gość (zresztą okazał się całkiem sympatycznym facetem) faktycznie miał już projekt, bo miał swojego projektanta wnętrz. Trafił do nas z polecenia właśnie tego projektanta, co tłumaczyło jego "desperacką chęć" wyznaczenia terminu pomiaru. Kuchnie faktycznie zrealizował w naszym studiu mebli (nie obeszło się, rzecz jasna bez poprawek w projekcie - bo jak projektant wnętrz zaprojektuje kuchnie to czasami strach się bać co tam jest. - I w ten sposób trafiłem na fajny temat do kolejnego wpisu, czyli kilka historii o lewitujących drzwiczkach ^^). Nigdy nie wiesz, kim jest klient. Pozdrawiam
    • 0
    • 0

    greta83

    bardzo lubię czytać co kto ma dopowiedzenia i o swoich przypadkach;)nnnhttp://ubranamodnie.pln

    • 3
    • 1

    OKI

    Heh. Czasami dobrze poczytać co myślą tacy ludzie...

Inspiracje